Modelowania pracy

Matematyczny grzech pierworodny

2020.01.08 15:25 tuwxyz Matematyczny grzech pierworodny

Czy wolny rynek musi być niesprawiedliwy? Czy wymiana opinii musi prowadzić do głębokiej polaryzacji? Nowa nauka o układach złożonych podważa wiele społecznych mitów.
Karol Jałochowski (Polityka )
Wydaje się, że nie ma nic bardziej naturalnego i sprawiedliwego od dobrowolnego spotkania dwóch osób, podczas którego dochodzi do wymiany dóbr. Uważa się, że stabilność ekonomii zależy od równowagi między podażą a popytem, potrzebami uczestników rynku, który zwykło się nazywać wolnym. Okazuje się jednak, że trzeba zakwestionować i pojęcie równowagi, i wolności.
Ewa. Wąż. Jabłko. Zestaw, z którego każdy złoży mit o grzechu pierworodnym. Spójrzmy jednak na tę historię inaczej. Zrywając jabłko, pierwsza kobieta dokonała pierwszej w dziejach ludzkości transakcji handlowej: nabyła owoc. Ale nie o owoc tu chodzi, on jest tylko symbolem wiedzy. Ewa musi za nią zapłacić: utratą rozmaitych przywilejów związanych z życiem w rajskim ogrodzie (nieśmiertelności itd.). Sprzedawcą jest wąż. W jaki sposób zgromadził towar, który oferuje? Nie wiadomo. Można przypuszczać, że jak większość oligarchów dysponował dużym kapitałem początkowym. Rajska równowaga została zaburzona. Symetria między człowiekiem a gadem złamana. Cena znacznie przekroczyła koszty poniesione przez węża. To w jego kierunku nastąpił transfer majątku, co zaważyło na dalszych losach Ewy. Wkrótce miała zasilić grupę, którą dziś zwiemy 99 procentami. Miażdżącą większość, która ma i może bardzo niewiele.
Bogactwa skapywanie Bruce M. Boghosian, matematyk z Tufts University, wyjaśnia, jak mogło dojść do katastrofalnej asymetrii w podziale majątku, do pojawienia się 1 proc. najbogatszych. Używa w tym celu tzw. modelowania agentowego, niemal żywcemprzeniesionego z fizyki statystycznej, od lat 70. stosowanego do komputerowego symulowania zjawisk społecznych i ekonomicznych. A konkretniej: rozwija tzw. model sprzedaży garażowej, którego autorem jest Anirban Chakraborti, fizyk z Jawaharlal Nehru University.
W tego typu transakcjach towar wędruje od sprzedawcy do kupującego, a pieniądze odwrotnie. Jeśli wartość towaru odpowiada dokładnie jego cenie, nie dochodzi do przepływu majątku. Ale czasem pojawia się mały błąd – kupujący przepłaca albo sprzedający przesadnie obniża cenę. Wtedy można mówić o przepływie majątku.
Nie ma problemu, kiedy zdarza się to raz czy dwa. Chakraborti odkrył jednak na początku wieku, że kiedy w grze rynkowej uczestniczą masy jednostek, a liczbę transakcji liczy się w bilionach, tego typu niewielkie błędy z czasem się akumulują i prowadzą w nieunikniony sposób do spektakularnych nierówności zgromadzonego majątku. Nawet jeśli wynik pojedynczej transakcji dyktowany jest przypadkiem, nawet jeśli wybór pokrzywdzonej strony odbywa się za sprawą rzutu monety, to z czasem niemal cały majątek trafia do rąk jednego tylko uczestnika gry. Tak się rodzi oligarchia.
Wolny rynek jest jak kasyno, zauważa Boghosian. Im dłużej w nim przebywasz, tym bardziej prawdopodobna staje się przegrana. Z tym że jest to kasyno, z którego nie sposób wyjść. A ponieważ przebywa w nim ponad 7 mld graczy, przepływy majątku, które niegdyś przypominały strumyki, dziś są jak rwące rzeki. Nie ma znaczenia, jakim majątkiem początkowym dysponują uczestnicy. I że każda pojedyncza transakcja jest uczciwa. Końcem każdej symulacji jest zwycięstwo „jednego procenta” i przegrana pozostałych. Ich majątek spada prawie do zera. I to tym szybciej, im są są ubożsi. Raz złamana symetria nigdy nie zostaje przywrócona.
Łamanie symetrii (rozumianej jako stan równowagi) to fenomen znany z fizyki. Tłumaczy zaskakująco wiele zjawisk – mechanizm Higgsa, nadprzewodnictwo, zachowanie ciekłych kryształów. Prawa ich dotyczące niewiele mają wspólnego z prawami, które nazywa się fundamentalnymi. Opis jednej cząstki czy atomu nie przekłada się na opis zachowania większej ich liczby. To, co złożone, wymaga nowego języka.
W 1972 r. Philip W. Anderson, fizyk siedem lat później nagrodzony Noblem, opublikował w magazynie „Science” rzecz, która weszła do kanonu naukowej eseistyki. Nosiła tytuł „More is different”, czyli „Więcej znaczy inaczej”. Wyjaśniał, że biologii nie da się sprowadzić do chemii, a chemii do fizyki. Przypominał słowa Karola Marksa, który słusznie przeczuwał, że w pewnym momencie różnice ilościowe przechodzą w jakościowe. W ekonomii jest podobnie. Model sprzedaży garażowej każe przypuszczać, że indywidualne potrzeby i profile psychologiczne nie muszą mieć wpływu na wynik procesu, w którym biorą udział tysiące uczestników rynku.
Ale to wiadomo już od lat. Boghosian wprowadził więc do swojego modelu element redystrybucji majątku – coś na podobieństwo podatku liniowego dla bogatych i dotacji dla ubogich. Był on proporcjonalny do „odległości”, jaka dzieliła uczestnika od średniej dochodów całej populacji. To niewielkie dostrojenie modelu zbliżyło go do realnego świata – z dokładnością 2 proc. pasował do danych o dystrybucji majątku w latach 1989–2016 (USA i Europa).
Powszechnie wiadomo, że bycie ubogim jest bardzo kosztowne. Model uzupełniony więc został o dwa kolejne elementy: „nagrodę” dla bogatych i „karę” dla biednych. Chodzi o przywileje takie, jak korzystne oprocentowanie kredytów i porady finansowe, którym cieszą się zamożni, oraz bandyckie raty kredytów czy brak dostępu do doradców, na które skazani są ubodzy. Ta niewielka poprawka jeszcze bardziej urealniła symulację.
Powszechnie wiadomo, że bycie ubogim jest bardzo kosztowne. Model uzupełniony więc został o dwa kolejne elementy: „nagrodę” dla bogatych i „karę” dla biednych. Chodzi o przywileje takie, jak korzystne oprocentowanie kredytów i porady finansowe, którym cieszą się zamożni, oraz bandyckie raty kredytów czy brak dostępu do doradców, na które skazani są ubodzy. Ta niewielka poprawka jeszcze bardziej urealniła symulację.
Następnie Boghosian ze współpracownikami zaczęli kręcić gałkami, czyli zmieniać wartości parametrów. I dostrzegli przejścia fazowe, czyli gwałtowne zmiany w strukturze układu. Kiedy tylko korzyści związane z przewagą majątkową zaczynały przewyższać koszty redystrybucji, w symulacjach wyłaniała się oligarchia. W tym roku swój model matematyczny Boghosian uzupełnił o kolejną poprawkę: majątek ujemny. To mechanizm, który przesuwa dobra z warstw uboższych do bogatszych, a objawia się pod postacią kredytów hipotecznych czy kredytów studenckich. I był to strzał w dziesiątkę. Model zaczął odtwarzać rozkład bogactwa w społeczeństwach zachodnich z dokładnością do ułamka procenta.
Co z badań Boghosiana wynika? Po pierwsze, że idea zwana teorią skapywania (ang. Trickle-down theory), mówiąca o redystrybuowaniu dóbr osób zamożnych do uboższych warstw za sprawą inwestycji i zwiększania liczby miejsc pracy, znajduje swoje dokładne zaprzeczenie. Bogactwo skapuje, owszem, ale wyłącznie z dołu do góry. Po drugie, jeśli idzie o akumulację majątku, liczą się przede wszystkim szczęście i sprzyjające warunki początkowe, na przykład spadek. Modele agentowe obalają mit o decydującej odpowiedzialności ubogich za ich ubóstwo. Owszem, talent, pracowitość i przedsiębiorczość mają zapewne znaczenie, ale rozkład bogactwa odtwarzany jest przez matematyków z zaskakującą dokładnością przy całkowitym zignorowaniu tych walorów. Po trzecie, przed osunięciem się systemu w totalną niestabilność chroni tylko redystrybucja bogactwa. Ale nie redystrybucja rozumiana jako podatek na rzecz aparatu państwa, tylko jako rekompensata kierowana przez bogatszych bezpośrednio dla biedniejszych. Rekompensata rozumiana nie jako jałmużna, ale pomoc wynikająca z inherentnej niesprawiedliwości tkwiącej w matematycznych prawach wolnego rynku.
Wątpiących odstraszanie Mit o wieży Babel też wymaga reinterpretacji. Nie do końca istotne jest, dlaczego ludzie postanowili „zbudować sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba”. Ważne jest, że postanowili zrobić coś wspólnie. Wtedy to siła wyższa zstąpiła z nieba i pomieszała ich język, „aby jeden nie rozumiał drugiego”.
Dziś wiadomo, że wystarczą zaledwie dwa języki, by doszło do uniemożliwiającej porozumienie polaryzacji opinii i światopoglądów. Boska ingerencja też nie jest konieczna. Trzeba tylko puścić w ruch prawa procesów złożonych.
Mechanizmy kształtowania opinii modeluje się – podobnie jak te rynkowe – w sposób inspirowany fizyką. Symuluje się miliony interakcji „atomów” czy „cząsteczek” społeczeństwa, podczas których mogą one na siebie wzajemnie wpływać. Idąc tą ścieżką, trzech niemieckich naukowców trafiło parę miesięcy temu na trop mechanizmu, który głosowaniom każe kończyć się impasem, podzieleniem wyborców na dwie równe liczebnie, wrogie grupy. W 2014 r. wynikiem bliskim 50/50 zakończyło się szwajcarskie referendum w sprawie ograniczenia imigracji. Dwa lata później – referendum o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE i wybory prezydenckie w USA.
Fritz Weyhausen-Brinkmann, Sebastian M. Krause i Stefan Bornholdt (pierwszy z Universität Hamburg, dwaj pozostali z Universität Bremen) swoim wirtualnym „wyborcom” dają do wyboru trzy opcje: dwie opinie definitywne oraz stan pomiędzy. Później uruchamiają zegar i doprowadzają do interakcji, podczas której wyborcy niezdecydowani mogą zostać przekonani do poglądów innych wyborców albo do nich zniechęceni. Naukowcy odkryli, że większość opinii ma szansę pojawić się tylko wtedy, gdy wątpiący są generalnie bardziej podatni na zachęty niż „zniechęty”. Jeśli jednak choćby niewielki ich ułamek łatwiej daje się odstraszać, niż przekonywać, to z czasem musi dojść do sytuacji patowej, czyli powstania dwóch niemal równie licznych grup o przeciwnych poglądach. Wyniki Niemców pokrywają się nie tylko z wynikami, ale i z czasową dynamiką realnych wyborów, choćby tych brexitowych. Niestety w prawdziwym życiu jest tak, że im bardziej horrendalne pomysły, tym większą odrazę budzą one wśród jego przeciwników. Tym szybciej też dochodzi do podziału na wrogie, zasklepione połowy.
Pierwszy wniosek z symulacji jest więc następujący: Gdyby politykom zależało na paraliżu demokratycznego procesu podejmowania decyzji, to powinni rzucać w przestrzeń medialną twierdzenia czyniące gwałt na zdrowym rozsądku. To nie psychologizowanie. To czysta matematyka. Czy politycy uprawiają taką działalność – jak Donald Trump na Twitterze – wiedzeni genialną intuicją czy idąc za sugestiami tajnego zespołu ekspertów od modelowania agentowego? Dobre pytanie.
Szczęśliwie jest też druga refleksja: polaryzacji można uniknąć w stosunkowo prosty sposób. Im poprzedzająca wybory czy referendum debata jest bardziej szczegółowa i zniuansowana, im więcej pola do perswazji, tym mniejsze niebezpieczeństwo totalnego podzielenia. Tylko jak to się konkretnie robi?
Polaryzacja społeczeństw ma charakter bardziej złożony. Bo dlaczego w zestawie z poglądami politycznymi idzie światopogląd, system moralny, stosunek do praw reprodukcyjnych, do mniejszości etnicznych, do sztuki, nauki, przyrody, w zasadzie do wszystkiego? Jak to jest możliwe, pytał psycholog Steven Pinker, że znając czyjeś poglądy na seks, można przewidzieć jego/jej przekonania na temat liczebności armii? Co religia ma wspólnego z opiniami o systemie podatkowym? Nie tylko poziom zamożności bywa – a najczęściej po prostu jest – wynikiem przypadku. Zbijanie się poglądów w klastry też więcej ma wspólnego ze szczęściem niż z ideologią. Na pewno też nie ma nic wspólnego z genami. Dowodzi tego Michael Macy, socjolog z Cornell University.
Prowadził on eksperymenty na prawie 2 tys. uczestników. Połowę stanowili zwolennicy demokratów, połowę – republikanów. Podzielono ich na dziesięć odizolowanych grup (światów) o przypadkowym składzie. I podsunięto ankiety, w których musieli ustosunkować się do obcych im wcześniej problemów. Udzielane przez nich odpowiedzi widoczne były dla innych uczestników badania, ale tylko w obrębie poszczególnych grup. Oczywiście kluczowy wpływ na poglądy innych miały osoby najbardziej aktywne – te, które pierwsze zabierały głos. Ale zdarzyło się też coś przedziwnego: poglądy demokratów w jednych światach diametralnie różniły się od poglądów demokratów w innych. W jednych patrzyli oni w przyszłość ufnie, w innych z obawą. W jednych bali się sztucznej inteligencji, w innych nie. Analogicznie było ze zwolennikami republikanów. Okazało się, że podziały polityczne miały znikome znaczenie dla kształtowania się opinii. One wyrastały nie z fundamentalnych różnic mentalnych między obiema grupami, a z chwilowych konfiguracji emocji, z charyzmy innych uczestników.
Przed rozpoczęciem eksperymentu, we wszystkich badanych światach równoległych panował apartyjny stan równowagi, symetria. Później była ona łamana niewielkim zaburzeniem, czyli sformułowaniem pierwszego poglądu. Ta sprzyjała formułowaniu kolejnej i tak dalej. Proces ten badacze nazwali kaskadą opinii.
Jak każda kaskada, tak i ta raz uruchomiona trudna jest do zatrzymania. A kiedy poglądy grupy się stabilizują, podziały ulegają zapieczętowaniu. Ale można też wnioskować bardziej optymistycznie. Poglądy polityczne i światopogląd nie tworzą związku aż po grób. A jeśli tak, to jest szansa na porozumienie.
Godności odzyskiwanie Wróćmy do raju. Ewa. Wąż. Jabłko. Zrywając owoc, kobieta uruchomiła wielką machinę wymiany dóbr, majątku, wiedzy i opinii. Z czasem w niezliczonych interakcjach rozgrywających się w sieciach społecznych zaczęły uwidaczniać się nierówności, rozwarstwienia, polaryzacje, konflikty kulturowe. Istnienie tych zjawisk zauważono już dawno, ale nikt nie potrafił tej obserwacji ująć w teorię. To się zmienia. I okazuje się, że los ludzi nie jest wyłączną konsekwencją fundamentalnego grzechu, wady wrodzonej gatunku, celowego niedopatrzenia czy zaniechania. Prowadzone ostatnio symulacje i eksperymenty sugerują, że kryzys społeczny jest głównie wynikiem wielkiej systemowej „wady” świata.
Próbując odzyskać indywidualną godność i demokrację, ludzie zderzają się z odwiecznymi, naturalnymi prawidłowościami układów złożonych. Prawidłowości tych nie sposób wywieść z opisu jednostki, z prostych praw psychologii czy reguł znanych z nauk społecznych. Stąd być może pewna niezborność działań.
W swojej najogólniejszej wymowie wyniki ostatnich odkryć są jednoznaczne. I nowotestamentowe. Najskuteczniejszymi narzędziami zmiany jest świadomość wspólnoty niedoli oraz akceptowana redystrybucja bogactwa. Empatia i miłość.
submitted by tuwxyz to Polska [link] [comments]


2019.12.14 14:18 ElectricFoxD Dylematy w kwestii praca - studia - poprawa matury

Witam wszystkich obecnych, mam dylemat. Post z alta. Przepraszam z góry za długość postu. TLDR :Możliwe że wybrałem zły kierunek w technikum , matura do poprawienia, a ja chciałem podjąć jakieś studia dzienne i zaznać życia studenckiego.
To prawdopodobnie nie jest najlepsze forum aby się o to pytać, no ale hej. Elektrodę powierzchniowo przetrzepałem już. Co jeszcze przejrzeć? \1. Nauka, matura
Skończyłem technikum na kierunku mechatronika, wynik matury miałem średni - O ile angielski podstawa/rozsz zaliczyłem śpiewająco, to matematykę zaliczyłem średnio - podstawę 65% a rozszerzenie 20%. Fizyki nie zdawałem, mieliśmy słabą nauczycielkę. Co mnie teraz ugryzie najpewniej. Matematyki rozszerzonej faktycznie nie umiem/nie umiałem, muszę popracować nad tym.
W tym roku nie podjąłem studiów (coś jak gap year) - zamiast tego poszłem do pracy potestować zawody pokrewne z mechatroniką. Chyba zniechęciłem się do czystej automatyki. Przy tym miałem uczyć się materiału na poprawy matmy rozszerzonej...
Mam wrażenie że podjąłem zły kierunek w technikum i tak naprawdę chcę przenieść się na studia z kręgu IT.
\2. Studia informatyczne po mechatronice?
Komputery jako takie lubiłem od zawsze, jest to jedno z hobby. Stary sprzęt, nowo wydany sprzęt, software, przechowywanie danych, all that jazz.
Przeglądałem portale branżowe od gimnazjum. W 1szej albo 2giej klasie technikum odkryłem niebezpiecznika, jego podcast... Tu na reddicie sub datahoarder i talesfromtechsupport są jednymi z moich ulubionych.
Więc kierunki. Dla uproszczenia przeglądałem kierunki z agh, ponieważ udostępniają syllabus i progi punktowe.
Ze ścieżek bardziej typowych dla mechatronika
\ 3. Dośw zawodowe Były dwie prace.
Koniec końców zwolnili ostatnio sporo ludzi, w tym mi nie przedłużyli umowy z okresu próbnego.
Miałem miesiąc przerwy na ogarnięcie życia oraz na nowe hobby. Nauczyłem się szkicowania, odkurzyłem CADy, pomodelowałem w blenderze 2.80 pierwszy raz, odwiedzałem znajomego z gitarą elektryczną... lecz nie zacząłem nauki matematyki rozszerzonej. Whops.
Potem miałem poślizg kolejny miesiąc z książeczką sanepid oraz z pomaganiem tacie.
Jak sami współpracownicy mówią, automatyki się tutaj NIE NAUCZĘ. Jedynie utrzymania ruchu. Większość maszyn po prostu spełnia swoją funkcję, najciekawszą była etykieciarka... Może powinienem przyniesć jakąś książkę do biura na wolniejsze dni
Aktualnie kopią coś pod nową linię produkcyjną, prawdobodobnie dlatego mnie zatrudnili "z miejsca" No ale sterowników PLC nie możemy programować. Ani zbytnio modyfikować układów (certyfikat bezpieczna maszyna).
Ogólnie automatyka wygląda szaroburo z perspektywy utrzymania ruchu.
Z rzeczy które jeszcze warto rozważyć: Mam dyplom CSWA z solidworksa, miałem praktyki z CATIA-ą w hiszpanii, oraz umiem obsługiwać fusion 360. Dodatkowo z modelowania 3D ostatnio spróbowałem blendera 2.80, nawet fajnie się modeluje. Trochę szkicuję , ale nic pięknego.
TLDR:
  1. Jest jakiś technik mechatronik/elektryk/elektronik który zaczął studia informatyczne ?
  2. Czy Cyberbezpieczeństwo to przyszłość?
  3. Potrzebne są opinie na wylistowane kierunki
  4. Czy na kierunki okołoinformatyczne powinienem zdawać maturę z informatyki? Wygląda "strasznie".
  5. Z czego powtarzać matematykę? Matemaks na YT/na stronie wydaje się OK.
  6. Czy umiejętności tworzenia w CAD są przydatne w kwestii zatrudnienia?
  7. Które politechniki polecacie. A może uniwerki?
Edit: Dzięki wszystkim za rady. Zacząłem już jakieś 2 dni temu na stan 17 grudnia grubo powtarzać materiał na matmę, a i gdzies upchnąć powtorkę z fizy, ot nawet dla kilkudziesięciu procent. Bo niektóre polibudy chcą jeszcze 2gi przedmiot po matmie. Choć niektóre jak ta w warszawie liczą też egzaminy zawodowe, co jest ciekawe bo te tez mialem spiewająco.... Hmm. Muszę kiedyś bardziej dokladnie poprzeglądać te polibudy ktore jeszcze nie rozważałem, wlasnie o takie kruczki.
Jeszcze raz, dzięki.
submitted by ElectricFoxD to Polska [link] [comments]


2019.07.01 16:59 Loth1207 Pytanie o pracę w IT w Polsce / deweloperzy pls send help :(

Siemka, chciałbym zwrócić się z prośbą o opinie i garść informacji od osób na Polska którzy pracują lub mają styczność z rynkiem programistycznym. Post jest niestety ścianą tekstu, trochę nie jestem w stanie stworzyć wersji tldr, poniżej są jednak konkretne pytania na które chciałbym uzyskać odpowiedź. Od razu chciałbym też przeprosić, jeżeli użyję jakichś rażąco niepoprawnych terminów.
Mały backgroud. Z racji tego, że czuję się odrobinę wypalony w obecnej pracy i od jakiegoś czasu chciałbym spróbować czegoś zupełnie innego, co mam nadzieję wpłynie pozytywnie na moje życie zawodowe, w ciągu najbliższych miesięcy zamierzam zacząć przebranżawiać się w kierunku IT. Aktualnie w planach mam zapisanie się na szkolenie w Coders Lab, na chwilę obecną na celowniku mam kurs Java, ale rozważam też Python. Generalnie celem tego posta jest zrobienie rozeznania na co mogę liczyć i czy to co planuję zrobić ma jakikolwiek sens, dlatego będę bardzo wdzięczny za jakiekolwiek komentarze.
Coś o mnie. Za chwilę 27 lat, mieszkam w Warszawie. Studiowałem finanse i rachunkowość i obecnie pracuję w branży, dokładnie w doradztwie transakcyjnym. Precyzyjniej zajmuję się projektami z obszaru finansów przedsiębiorstw oraz wycen/modelowania finansowego. Nie mam żadnego doświadczenia w obszarze bankowości lub rynków kapitałowych, nie wiem na ile ta informacja jest istotna. W mojej ocenie mam praktycznie zerowe doświadczenie w obszarze programowania. Miałem na studiach zajęcia z Java, które były na poziomie super basic i marnie prowadzone, moja styczność z językami obiektowymi sprowadza się do podchodów do nauki VBA albo bardzo podstawowego kwerendowania w PowerQuery, które niestety nie mają za bardzo zastosowania w mojej pracy, stąd też brak impulsu do nauki. SQL - zero, poza tym, że raz z ciekawości odpaliłem kurs na Codecademy, ale niestety nie miałem na niego czasu. Kiedyś w wolnym czasie, bardziej zajawkowo, czytałem sobie "The Hidden Language of Compter Hardware and Software" Charlesa Petzolda ale to właściwie tyle. Kwestie generalnego bycia lekkim nerdem czy gamerem uważam za pomijalne.
Obecny plan zakłada, że robię wyjazd z pracy i wjeżdżam do Coders Lab z jakąś krótką przerwą na odrobinę odpoczynku i naukę we własnym zakresie pomiędzy. Zdaję sobie sprawę, że to co zamierzam zrobić jest o tyle ryzykowne, że nie mam pewności jak odnajdę się w zupełnie nowych tematach i może się okazać, że to zupełny niewypał. W idealnym świecie lepszą opcją byłaby nauka po pracy w wolnym czasie i próba realizacji swojego własnego miniprojektu, napisanie jakiegoś prostego kodu itd. Problem w tym, że obecna praca jest na tyle stresująca i wymaga niejednokrotnie do pałowania do późnych godzin, że po wydostaniu się z niej nie potrafię znaleźć w sobie siły żeby siadać jeszcze do programowania, które de facto nie ma zastosowania w mojej pracy. Szczególnie, że staram się zachować jakieś resztki zdrowia psychicznego i fizycznego i spędzać czas choćby na hobby czy kontakt ze znajomymi. Zdaję sobie też sprawę, że programowanie może nie być czymś do czego dosłownie się urodziłem czyt. w innych warunkach moja historia nie przypominałaby historii dzieciaka który od 10. roku życia pisał swoje programy i jest to dla niego zajawką samą w sobie. Koniec końców byłaby do praca dla chajsu i temat traktuję jako sposób żeby w perspektywie kilku lat wywindować się wyżej na rynku pracy i znaleźć coś w czym lepiej się odnajdę. Uważam, że mam wystarczające predyspozycje żeby to ogarnąć i liczę na to że byłoby to coś, w czym chciałbym się rozwijać o wiele bardziej niż obecnie w finansach.
Sorry za ścianę tekstu, uważam, że background jest jednak konieczny. Poniżej konkretne pytania.
1. Rynek w Polsce/Warszawie. Czy z perspektywy świeżaka obranie jakiegoś konkretnego kierunku oferowałoby mi największe perspektywy rozwoju? Pytanie jest trochę wycelowane w wspomniane wyżej kursy, z informacji jakie dostałem dowiedziałem się, że jest spore ssanie na rynku na deweloperów Java, nie potrafię tego rzetelnie zweryfikować. Dodatkowo, jak wyceniany jest pracownik bez dyplomu uczelni ale np. z jakimś portfelem na GitHubie.
2. Kaska. W artykułach prasowych co chwilę można poczytać o tym, że ludzie w IT są obecnie paniczami na rynku pracy w Polsce. Jaka jest rzeczywistość? Czego można (oczywiście bardzo mniej więcej) spodziewać się, z powiedzmy z 2 lub 3-letnim doświadczeniem zawodowym?
3. Kurs w Coders Lab. Zarówno w necie jak i od poznanych osób, które pracują branży IT dostałem pozytywne informacje i opinie o kursie. Mimo wszystko chciałbym zrobić jak najlepsze rozeznanie w temacie, stąd pytanie co myślicie o kursie, jakich perspektyw można się spodziewać od razu po starcie i czy to dobry sposób na kickstart w branży i późniejszy samodzielny rozwój.
4. Samodzielna nauka. Wielokrotnie spotkałem się w necie z opiniami, że w nauce programowania najlepszą drogą jest podjęcie od początku próby zrealizowania swojego projektu i naukę pod napisanie konkretnego softu. Mam kilka pomysłów na to co chciałbym napisać, nawet dla własnej satysfakcji z samorozwoju. Rzecz w tym, że dla osoby, której skillsy programistyczne kończą się na poleceniach z zakresu if/then, in case i najprostszych pętlach logicznych wizja stworzenia konkretnego programu wydaje się na maksa przytłaczająca i nie wiadomo w co włożyć ręce. Czy lepiej w takim wypadku uczyć się przez jakiś czas na sucho?
3. Pozostałe kwestie. Jak istotnym czynnikiem z Waszej perspektywy w tej branży są skille miękkie? Chodzi mi o to, czy posiadanie pewnej wypracowanej kultury pracy i kontaktowość są jakąkolwiek wartością dodaną czy to nie ma znaczenia i można być dzikim kucem jeżeli ma się niesamowitą głowę do kodowania? Czy doświadczenie w innej branży jest atutem samym w sobie czy powinienem przyjąć że moje doświadczenie w finansach nie będzie miało znaczenia?
Będę mega wdzięczny za jakikolwiek komentarz w temacie! Z wyprzedzeniem dzięki za odpowiedź.
submitted by Loth1207 to Polska [link] [comments]